stefan_banach.jpg

Hulaszczy dzień ze Stefanem Banachem.

Ten wpis złamie kilka zasad - czasu, chronologicznych ram i standardów obowiązujących dotychczas na blogu. Dziś bowiem przeniesiemy się w czasie by spędzić wyjątkowy dzień ze Stefanem Banachem.

Wraz z naszym wyjątkowym przewodnikiem wyruszymy krętymi, lwowskimi uliczkami odwiedzając szczególne dla niego miejsca i niezwykłych ludzi. Weźmiemy udział - w zmyślonej przez Baciara, lecz podpartej faktami - alkoholowej uczcie. Ostrzegam, Stefan ma bardzo dobrą głowę! Szykujcie się więc na długą historię o kolorze złocistego piwa, pełną hucznych toastów najlepszą lwowską ćmagą, pachnącą cygarami i ormiańskim koniakiem… Skończymy dopiero nad ranem, z lampką czerwonego wina przy lwowskim wschodzie słońca!

Gotowi? Zatem w drogę!

 

Porter z Hugo Steinhausem

Poranne spotkania towarzyskie rządzą się swoimi prawami. Na rozgrzanie i dobre rozpoczęcie dnia wybieramy więc zdeklarowanego abstynenta i knajpę Stary Pokój, powszechnie zwaną „U Kozioła”. By nie drażnić naszego gospodarza stawiamy na lekkiego, lwowskiego portera dostarczanego przez Towarzystwo Akcyjne Browarów Lwowskich. Szlachetny kolor trunku, jego aromat i bujna piana idealnie pasują do atmosfery rozmowy. Nasz niepijący gość - Hugo Steinhaus - to wybitny matematyk, językowy purysta i przypadkowy odkrywca geniuszu Banacha. W jakich to okolicznościach odkrywa się przypadkiem matematycznych geniuszy? - Hugo śpieszy z wyjaśnieniem :

Idąc letnim wieczorem r. 1916 wzdłuż plant krakowskich, usłyszałem rozmowę, a raczej tylko kilka słów; wyrazy "całka Lebesgue'a" były tak nieoczekiwane, że zbliżyłem się do ławki i zapoznałem się z dyskutantami; to Stefan Banach i Otton Nikodym rozmawiali o matematyce.

Miałem ochotę napisać: „ I co, nie uczyło się w szkole? Jednak nie napisałem, bo sam nie mam pojęcia czym ta cała całka jest. A nawet gdybym takie pojęcie miał, to pewnie jak większość z Was, nie gaworzyłbym o niej swobodnie na ławce w parku. Steinhaus, dobrze zorientowany w polskich matematykach wiedział, że poziom wiedzy siedzącego na ławce był ponadprzeciętny. Nijak nie mógł sobie jednak przypomnieć skąd go zna. I słusznie, bo znać go nie mógł. Banach nie ukończył matematycznych studiów, ani też żadnych innych. Miał za sobą dwa lata na wydziale Inżynierii politechniki lwowskiej, zanim naukę przerwał wybuch I Wojny Światowej. Walczyć nie mógł, ponieważ był mańkutem i słabiej widział na lewe oko. Wrócił więc do rodzinnego Krakowa. I właśnie ta seria przypadków umożliwiła mu spotkanie Steinhausa.

Stefan Banach i Otto Nikodym na krakowskich Plantach.

Pytanie, kto był bardziej genialny? Banach ze swą niespotykaną wiedzą? Czy Steinhaus z niezwykłym instynktem podpowiadającym by Banacha zabrać do Lwowa i pomóc mu w zdobyciu asystentury na Politechnice? Niestety na to pytanie nie otrzymujemy odpowiedzi. Stefan duszkiem wypija portera, czule żegna się z dziewczyną ze Steinhausem i biegnie na Uniwersytet. A my za nim.

Piwo ze studentami 

Cudowne, majowe południe. Słońce pięknie wznosi się nad Lwowem pełnym zieleni i zapachu bzu. Czy warto więc siedzieć w uniwersyteckiej sali i słuchać rozwlekłego wykładu? Ależ naturalnie! Taki jest przecież obowiązek studenta i wykładowcy! Ale nie u Banacha. Wykład ma być konkretny i ciekawy, a wiedza przekazywana szybko i precyzyjnie. Jak szybko? Tak by można było jeszcze skoczyć do Pana Masełki na bombkę eksportowego piwa. Tylko trzeba pamiętać o jednym - Profesor Banach to wciąż wymagający wykładowca. Piwo to nagroda, nie pretekst! Nie każdemu się takie podejście podoba, zwłaszcza innym profesorom. Nie dość, że Banach chodzi w samej koszuli, imprezuje do rana, kibicuje Pogoni Lwów w jej plebejskich piłkarskich rozgrywkach, to jeszcze nie ma odpowiednich papierów do nauczania! A to już zakrawa na skandal, nawet we Lwowie.

 

Tutaj wykładał Stefan Banach

Szczęśliwie, Stefan miał więcej przyjaciół niż wrogów. To właśnie oni zebrali jego skrupulatne, choć pisane na serwetkach, rozwiązania matematyczne w całość i przedstawili jako jego pracę doktorską. Pozostała już tylko czysta formalność - pójście na egzamin. Nie tak szybko i nie z Banachem! Jego wrodzony geniusz szedł w parze z głęboko zakorzenionym lenistwem, co znacząco utrudniało skłonienie go do tak niewygodnej formuły jak egzamin. Przyjaciele jednak nie dali za wygraną. Podpuścili naszego bohatera mówiąc, że pewna grupa osób ma matematyczne problemy do rozwiązania. Skory do pomocy i analitycznych rozważań Stefan z werwą im wszystko wyjaśnił. Nieświadomy, że odpowiadał przed potajemnie zebraną komisją egzaminacyjną, obronił w ten sposób doktorat. Mimo późniejszej profesury i tytułów, najtrudniejsze zadania czekały go jednak poza murami uniwersyteckimi. Prawdziwym wyzwaniem były te, kreślone przy przy ulicy Akademickiej, nieopodal pomnika Fredry.

Koniak w Kawiarni Szkockiej

W 1910r. Tomasz Zieliński otworzył we Lwowie kawiarnie, która szybko stała się ulubionym miejscem spotkań dla matematycznych umysłów. W sympatycznej atmosferze można było nie tylko się napić, pograć w karty , ale i rozważać skomplikowane zagadnienia. My także wstępujemy do Szkockiej, by wśród dymu cygar usiąść w wygodnym fotelu i powoli obracając w dłoni ormiański koniak przysłuchiwać się rozmowom.

 

W tym budynku obecnie mieści się kawiarnia Szkocka.

Gdzieś w 1933 lub 1934 roku Banach przyniósł do kawiarni Szkockiej gruby zeszyt, abyśmy mogli zapisywać nowe problemy oraz wyniki naszych dyskusji, nadając im bardziej trwałą formę. Książka ta przechowywana była w kawiarni. Kelner przynosił ją na żądanie, a my zapisywaliśmy zadania i komentarze, po czym kelner zabierał ją ceremonialnie do sekretnego schowka. Ów brulion miał później stać się znany, jako Księga Szkocka.

Tak o narodzinach legendy, zwanej dziś Lwowską Szkołą Matematyczną, mówił jeden z jej uczestników, uczeń Banacha - Stanisław Ulam. Ten sam, który kilka lat później będzie brał udział w ścisłych pracach projektu Manhattan konstruującego pierwszą bombę atomową. W zakupionej przez Łucję Banach księdze swoje problematy wpisywali m.in. Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur, Antoni Łomnicki czy John von Neumann. Ten sam von Neumann złoży Banachowi propozycję wyjazdu do USA i wykładania na tamtejszym uniwersytecie. Gotowy był czek na  niebotyczną kwotą, do której Banach mógł dopisać tyle zer ile mu się podobało. Odparł jednak jak prawdziwy lwowianin: 

To za mała suma, by opuścić Polskę

 Oprócz kwestii i zagadnień matematycznych zaczęto wpisywać także nagrody za ich rozwiązanie. Były zwyczajne jak mała czarna, kawa, choć klasycznie - prym wiódł alkohol. Nie zabrakło jednak wykwintnych kolacji, zagranicznych lunchy, pojawiła się nawet żywa gęś! Wiele z wpisów w Księdze Szkockiej pozostało nierozwiązanych do dziś. Uczciwie przyznaje, że nie będę źródłem żadnego matematycznego przełomu. Jednak przyczynię się do rozwiązania jednego z najtrudniejszy problematów w życiu Banacha – spraw rodzinnych.

Karafka Baczewskiego ze Stefanem Greczkiem

W knajpie „Kręcone słupy” kelner przynosi dwa kieliszki i pół litra ćmagi Baczewskiego. Idealnie schłodzony 40% Suweren pozwala na więcej wylewności, a delikatny smak skórki od pomarańczy uczyni rozmowę ojca z synem o skomplikowanej przeszłości i równie skomplikowanych relacjach mniej gorzką. Stefan Greczek, góral spod Nowego Targu służąc w austriackiej armii spotkał w Krakowie Katarzynę Banach, niepiśmienną sprzątaczkę pracująca u austriackiego oficera. Dwie osoby z zupełnie innych środowisk zbliżyły się do siebie, a owocem ich znajomości był urodzony 30 Marca 1892 w Szpitalu Św. Łazarza w Krakowie Stefan Banach. Chciałoby się napisać, że żyli długo i szczęśliwie, ale niestety się nie da. Napełnijmy więc kieliszki i posłuchajmy, co ma do powiedzenia ojciec Stefana.

Gdy Ty się urodziłeś, ja miałem wtedy 24 lata i 4 miesiące. Służyłem w wojsku. Bez zezwolenia władzy wojskowej nie wolno mi było ożenić się. Pozwolenie na zawarcie ślubu udzielano tylko wtedy, jeżeli ktoś wykazał się dokumentami, że przez to poprawia sobie egzystencję. Matka Twoja będąc z zawodu pokojówką otrzymywała wynagrodzenie 5 zł. miesięcznie. Nie było mowy o tem, aby można było uzyskać pozwolenie na zawarcie ślubu. Ja także nie mogłem z moich dochodów dać Twojej matce na utrzymanie. Więc postanowiliśmy po upływie miesiąca oddać Cię na wieś na wychowanie i zobowiązałem się płacić za Ciebie, co też każdego miesiąca spełniałem.1

Następnie za wiedzą biologicznej matki Banach trafi do Franciszki Płowej. O Katarzynie Banach już nigdy więcej nie usłyszał…

No to jeszcze po kieliszku! Grek przełyka zakąskę i kontynuuje:

Matka przybrana była dumna z Ciebie, byłeś zdrowym i ładnym dzieciakiem. Ja zaś obserwując Twoje wychowanie nie widziałem potrzeby wtrącać się i zwracać matce uwagi, bo wszystko było jak należy. Utrzymanie miałeś świetne, bo matka dbała o Ciebie, ubranie, obuwie, bieliznę miałeś zawsze w najlepszym gatunku. Książki naukowe miałeś także. Gdyby matka była Cię zaniedbywała, nie dbała o Ciebie i nie posyłała do szkół, to bądź pewny, że byłbym Cię zabrał do mego domu i posyłał do szkół.

Baczewski opróżniony, lecz w powietrzu wciąż unoszą się niezadane pytania, głęboko skryte żale i wątpliwości. Koniec końców ojciec z synem podają sobie ręce, umawiając się na kolejne spotkanie. A my by oczyścić atmosferę - ruszamy do Pana Edzia!

 

 

Wieczór w Atlasie

Chwiejnym krokiem wkraczamy na lwowski rynek. Bezwiednie mijamy okazały Pałac Lubomirskich i wyniosłą Czarną Kamienicę. Szukamy tej ulokowanej po przeciwległej stronie, na rogu, opatrzonej ostatnim numerem w rynkowej pierzei. Tam właśnie mieści się kultowa knajpa Atlas, do której wchodzimy w znacznie lepszych humorach. Jak zwykle przesiaduje tam Henryk Zbierzchowski, bard Lwowa. On, jak i reszta lwowskiej bohemy to już stali bywalcy Atlasa. I jak na artystyczne dusze przystało, trudno o lepszych kompanów - zarówno do rozmów, jak i do kieliszka! Nad towarzystwem czuwa zawsze obecny właściciel - Edmund Terlerski. To on podaje nam schłodzone lwowskie piwo przypominając i tym razem:

Mniej niż jedno małe, a więcej niż z czterdzieści dziewięć dużych piw pić nie wolno!

Pan Edzio znany jest również jako właściciel pierwszej płatnej, barowej toalety we Lwowie. Dlatego po piątym piwie, przepraszamy towarzystwo i mówiąc „muszę iść do Pana Edzia” udajemy się do toalety.

Przy powrocie otrzymujemy niemoralną propozycje:

 Może pięćdziesiątka ze śledzikiem?

Skoro już jesteśmy to przecież nie wypada odmówić. W tle słyszymy głośne rozważania wielkiego piewcy Baczewskiego, Zbierzchowskiego :

Pić albo nie pić? Oto jest pytanie,
Nad którym człowiek biedzi się daremnie.
A przecież łatwo odpowiedzieć na nie:
Nie pić jest zdrowo, ale pić – przyjemnie.

Właśnie dlatego niezwykle przyjemnie i szybko mija nam czas! A jak tam trzeźwość Waszych umysłów? Zmęczeni, naprawdę? Przecież ciemna noc, wycieńczone ciało i pobudzona alkoholem głowa to najlepszy moment na kontemplację matematycznych równań. Tym razem może jednak w cichym i spokojnym miejscu.

 

Wnętrze Atlasa

Lwowskie piwo na dworcu.

Nie samą zabawą żyje człowiek, trzeba też trochę popracować. Spacer z rynku w kierunku dworca głównego dobrze nam robi. Ostatni nocny pociąg przez Przemyśl do Krakowa już odjechał. Całonocny, opustoszały bar na dworcu jest więc doskonałym miejscem na układanie w głowie matematycznej budowli. Obserwujemy opadającą piankę i milknącego Banacha. Pochłonięty analizą funkcjonalną, mamrocze coś o przestrzeniach. Jak się później dowiadujemy,:

Przestrzeń Banacha to przestrzeń unormowana X (z normą || · ||), w której metryka wyznaczona przez normę, tj. metryka d dana wzorem

Są to oczywiście zadania, nad którymi, na co dzień myślą wszelcy bywalcy nocnych barów. Nie mamy jakichkolwiek wątpliwości! Szybko pijemy cztery piwa i ruszamy z powrotem, do domu.

 

 

Nalewka z Rudolfem Weiglem

Naprawdę byliśmy w drodze do domu! Jednak światła w oknach laboratorium Profesora Weigla to przecież znak, niemal zaproszenie. Podobnie jak Banach, Rudolf Weigl należał do pracoholików. Z tą różnicą, że noce zarywał w swym laboratorium, nie we lwowskich barach. W zasadzie to też pić nie lubił, co najwyżej nalewki własnej roboty. Ale wybaczamy mu, bo to wielki człowiek jest. W tamtej chwili moi towarzysze jeszcze nie wiedzieli, że nadchodzi II Wojna Światowa. Nie spodziewali się też, że to właśnie Weigl uratuje Banachowi i tysiącom innych osób życie. To jego laboratoryjne wszy będą pić krew Banacha. A ten, jako zadeklarowany karmiciel, otrzyma papier ratujący go przed wywózką do Rzeszy. A może nawet i przed śmiercią. Obaj będą poważani przez wojennych okupantów. Weigl jako biolog i badacz będzie im wręcz niezbędny. To on stworzy antidotum na tyfus plamisty - chorobę zbierającą wśród żołnierzy śmiertelne żniwa. Banach natomiast zasłynie na świecie jako apolityczny uczony. Lecz, o ile sowieci zapraszać go będą do Moskwy i Kijowa, o tyle Niemcy, mimo szacunku, będą gotowi się go pozbyć przy jakiejkolwiek okazji. To właśnie praca u Weigla pozwoli Banachowi na przeżycie okupacji niemieckiej w latach 1941-1944. Lecz o tym, jaki los ich czeka nie mogli jeszcze wiedzieć. Dlatego wznoszą toast za pomyślność, naukę i zdrowie. Gdyby nie wojna byłby to zapewne toast dwojga niezwykłych noblistów…

No cóż, pora do domu.

Wino o lwowskim wschodzie słońca.

4 nad ranem, stan mocno wskazujący i jeszcze mocniejsze szumienie w głowie. Każdy kto to zna, nie spodziewa się gorącego i pełnego zrozumienia przywitania przez partnera, czyż nie? Jednak żona, Łucja Banach cierpliwie czeka na męża z kieliszkiem czerwonego dalmatyńskiego wina zakupionego u Braci Didolić. Pytanie nasuwa się samo : Czymże on sobie na to zasłużył?
Oddajmy głos synowi:

Ojciec 2 dni przed wybuchem wojny niemiecko-rosyjskiej w 1941 został zaproszony na jakiś zjazd do Kijowa, pojechał tam, a gdy przybył, wybuchła wojna. Wsiadł natychmiast do ostatniego pociągu w kierunku Lwowa i już tuż przed zdobyciem go przez Niemców wrócił. Miałem tę czelność wypytać go w cztery oczy, dlaczego nie został. Patrzył długo na mnie, poczem wzruszył ramionami i powiedział po prostu, że nas kocha i że tak właśnie postępuje każdy Banach - wspominał Stefan Banach junior.2

Podobnie jak w przypadku Weigla, Banachowie o tej historii jeszcze nie wiedzą. Piękna opowieść z dramatycznych czasów dopiero przed nimi. W tym momencie myślą tylko o sobie, o butelce wina i o pięknej, rodzinnej chwili. Nad Wysokim Zamkiem wschodzi słońce, Lwów budzi się do życia…

 

W tym domu żył i zmarł Stefan Banach

Ostatni toast.

Stefan Banach zmarł w 1945 we Lwowie. Przeżył wojnę , ale pokonał go rak płuc. Ostatnie dni spędził w domu swoich przyjaciół - Państwa Riedlów, w pobliżu ukochanego Stryjskiego Parku. Jego katolicki pogrzeb w - co tu ukrywać - sowieckim już Lwowie, był ostatnią, wielką manifestacją polskości gromadzącą tysiące osób. W książce Mariusz Urbanka „Genialni” rolę Banacha w świecie matematyki opisywał profesor Roman Duda

Banachowi udało się coś, co nie udawało się matematykom przez kilkadziesiąt lat. Uporządkował serię odkryć, które poczyniono w światowej matematyce w wieku XIX. Stworzył dla nich wspólną płaszczyznę i zapoczątkował jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi matematyki w XX wieku; analizę funkcjonalną. Teoria przestrzeni Banacha na wiele lat zdominowała matematyczny krajobraz. Dość powiedzieć, że nazwisko Banach jest do dziś drugim po Euklidesie najczęściej przywoływanym nazwiskiem w matematyce powszechnej.

Franciszka Płowa zmarła w 1927 roku. Dla Banacha na zawsze została ukochaną mamą.

Hugo Steinhaus po wojnie pomógł odbudowywać katedrę matematyki na Uniwersytecie Wrocławskim.

Łucja Banach śladem Steinhausa wyjechała do Wrocławia i pielęgnowała pamięć męża aż do ostatnich dni. Zmarła w w 1957 roku.

Syn Stefan Junior został wybitnym kardiochirurgiem i posiadaczem oryginału księgi Szkockiej.

Problematy matematyczne są kontynuowane w powstałej - jako kontynuacja lwowskiej księgi -  Nowej Księdze Szkockiej. Pierwsze problemy do Nowej Księgi Szkockiej wpisał w 1946 r. nie kto inny jak Hugo Steinhaus. Symbolcziny wpis, ponieważ Steinhaus był również autorem ostatniego problemu do lwowskiej Księgi (nr 193, 31 maja 1941 r.).

W 2005 roku, inny wielki lwowianin, Jerzy Janicki przybliżył postać Stefana Banacha w dokumencie "Przestrzenie Banacha".

W 2018 roku, podczas uroczystej ceremonii setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, Prezydent Andrzej Duda nadał najwyższe państwowe odznaczenie - Order Orła Białego bohaterowi dzisiejszego wpisu - Genialnemu Stefanowi Banachowi.

 

Chcesz odwedzić lwowskie knajpy i restauracje i udać się śladami Stefana Banacha?

Napisz do Baciara i wspólnie zaplanujmy idealny wyjazd!

O mnie

Kontakt

Polub Baciara na Facebooku

Polub Baciara na Instagramie

 

W trakcie pisania tego artykułu korzystałem z książek: Mariusza Urbanka "Genialni" , Jurija Winniczuka "Knajpy Lwowa", Sławomira Jędrzejewskiego " Jeszcze jedna bombka eksportowego. Piwo we Lwowie 1840-1939" oraz filmu Przestrzenie Banacha.

http://www.moremaiorum.pl/tajemnicze-pochodzenie-niezwyklego-matematyka-akt-urodzenia-stefana-banacha/

https://www.researchgate.net/publication/285230819_Przesluchania_Stefana_Banacha_z_1944_roku