jezryjanicki2.jpg

Jerzy Janicki, scenarzysta Lwowa.

Jak zacząć pisać by nie wyszedł kolejny, oklepany frazes? Jak ominąć strzeliste formuły, z którymi sam zainteresowany gorzko polemizowałby z właściwą mu swadą? Jak ukazać to nieopisane niestrudzenie, pogodę ducha i tę niezwykłą szlachetność duszy?

O Jerzym Janickim można napisać wiele, lecz ciężko napisać tak, by w pełni oddać to, kim rzeczywiście był. Spróbuję więc pokrótce przedstawić fragment jego życia i twórczości, byście mogli wypracować sobie własną opinią. Pragnę dodać, że jest to dla mnie wpis wyjątkowy, bo taka też jest jego rola w mym baciarskim życiu.Pomimo, iż birbancki kufel dumnie złoci się w logo, a nad stroną niczym szyld wisi zaproszenie do hulaszczego życia to właśnie Pan Jerzy - niestrudzony entuzjasta piękna i polskości Lwowa - jest patronem tej strony.

Łyczaków

Jerzy Janicki rodzi się 10 sierpnia 1928 roku w Czortkowie, liczącej około 20 tysięcy osób miejscowości w ówczesnym województwie tarnopolskim. W związku z pracą Ojca początki życia spędza w Buczaczu, by zaraz potem zamieszkać w mieście, któremu będzie wierny do końca życia. 


Lwów, Łyczakowska, róg Św. Piotra i Pawła, nieopodal Cmentarza Łyczakowskiego. Ulica Zbigniewa Herberta, Witolda Szolgini, w bliskim sąsiedztwie legendarnego Tońka. To właśnie tam stała i stoi po dziś dzień kamienica, w której zamieszkuje i której spadkobiercą miał być Jerzy Janicki. Należącą do jego dziadka Jana Łukasiewicza, ma służyć kolejnym pokoleniom lwowskiej rodziny Janickich.


1 września 1939 roku plan ten ulega drastycznej zmianie.

 

Kamienica Jerzego Janickiego

 

II Wojna Światowa

22 września po bohaterskich walkach Generał Langner podejmujedecyzje o skapitulowaniu i oddaniu miasta pod władzę Sowietów. Ulicą Łyczakowską do miasta wchodzi brudna masa żołnierzy radzieckich z dalekiej Azji.  

Dziadkowie tkwiąc w oknach patrzyli co bardziej dymionymi oczami na spływającą od łyczakowskiej rogatki powódź w burych, postrzępionych szynelach i z karabinami na sznurkach. W powietrzu snuł się za tą przedziwną armadą paskudny fetor jakiegoś juchtu i smoły. „Co za dzicz, co za dzicz” - powtarzał dziadziuś przecierając wilgotne szkła cwikierów. Dudniły po bruku żelazne gąsienice traktorów ciągnących armaty, a jakiś skośnooki Uzbek czy Kazach wlókł na postronku ospałego, wyleniałego wielbłąda - pisał w autobiograficznej "Czkawce" Janicki.


Podczas pierwszej „wizyty” sowieckiej, trzynastoletni Jerzy wraz z siostrą Jadwigą i babcią Karoliną zamieszkuje u rodziny Stojowskich. Paradoksalnie, to właśnie ta wymuszona przeprowadzka przynosi rodzinie trochę szczęścia. 
Najpierw, przypadek sprawia, że NKWD skreśla z listy jego siostrę, a wszystko to dzięki krewnej o tym samym imieniu.

Ciotka, żona oficera wojska polskiego, wielokrotnie przesłuchiwana przez NKWD nosi także imię Jadwiga. 13 kwietnia NKWD wchodzi do mieszkania Stojowskich by zabrać Jerzego, jego siostrę oraz babcię. Jednak gdy wywołują Jadwigę Janicką, odruchowo wstaje ciotka i podąża za milicjantem na posterunek. Widząc dobrze już znaną im postać przesłuchujący uznają, że przy tworzeniu listy popełniono błąd wpisując dwa razy tę samą osobę. Tym samym wykreślają z listy dane siostry.

Natomiast, gdy o tożsamość pytają Janickiego, ten intuicyjnie kłamie i przedstawia się nazwiskiem Stojowski, które na czarnej liście nie widnieje. Gdyby nie wspomniana przeprowadzka do Stojowskich, Jerzy wraz z bliskimi zostałby zesłany na Syberię.  

W czerwcu 1941 roku sowieci zostaną wyparci z miasta przez armię niemiecką. Zanim to jednak nastąpi, zdążą wywieźć tysiące osób w odległe rejony ZSRR oraz zamordować więźniów przy ulicy Łąckiego, Brygidkach i Zamarstynowie. Wkraczający Niemcy równie energicznie przystępują do eksterminowania ludności żydowskiej, a na Wzgórzach Wuleckich rozstrzeliwują profesorów Uniwersytetu Jana Kazimierza. Przez trzy lata Lwów przeżywa katusze. Chwilowy triumf Akcji Burza i wyparcie z miasta Niemców szybko zamienia się w smutny powrót tak zwanych drugich Sowietów.  

W 1944 roku, wiedząc już z czym to się wiąże, rodzina Janickich opuszcza ukochany Lwów. Trzymając dwa klucze do mieszkania dziadek Jerzego wciąż żyje nadzieją, że wraz z wnukiem kiedyś jeszcze na Łyczakowskiej zamieszka.

Ulica Łyczakowska

Ulica Łyczakowska współcześnie

A do Lwowa daleko aż strach

Po wojnie, Jerzy Janicki na krótko zamieszkuje w Krakowie.

Z pozoru podobne, galicyjskie miasto, w którym jednak prawdziwy lwowianin nigdy nie czuje się jak u siebie. Jednym z pozytywnych aspektów pobytu jest nauczyciel geografii, w którym Janicki rozpoznaje ostatniego przedwojennego prezesa ukochanej Pogoni Lwów. Następnie przeprowadza się do Wrocławia, gdzie kończy polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim i zaczyna przygodę z dziennikarstwem sportowym.

Docelową stacją okazuje się być odbudowująca się po wojennych zniszczeniach Warszawa.  Miejsce, w którym próbuje na nowo ułożyć sobie życie wielu lwowian, w tym jego przyjaciele – Witold Szolginia, Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz czy Adam Hollanek. To właśnie tutaj Jerzy rozpoczyna swoją wielką karierę jako dziennikarz, radiowiec, scenarzysta i pisarz.

W głowie jednak cały czas towarzyszy mu myśl, że Park Łazienkowski to nie Park Stryjski, Nowy Świat to nie Akademicka, a Sadyba to niestety nie Łyczaków…. 
 

 

Jechać do Lwowa?

Długa jest lista osób, które po opuszczeniu Lwowa nigdy do niego nie powraca. Stanisław Lem, Wojciech Kilar, Marian Hemar, Wojciech Pszoniak, Szczepko i Tońko to tylko kilka najbardziej znanych przykładów. Szczęśliwie dla tej historii, nasz bohater decyduje się na konfrontacje ze wspomnieniami. 

W 1956 roku ramach wydarzenia Dekada Kultury Polskiej na Ukrainie Janicki odwiedza… Charków, Odessę i Kijów. Skoro ma okazję spędzić trochę czasu w ZSRR, stwierdza, że nie sposób lecieć nad Wysokim Zamkiem nie lądując na skniłowskim lotnisku. Dzięki wstawiennictwu Prezesa Polskiego Radia wyprasza zgodę na pobyt we Lwowie i realizuje swe największe marzenie - o powrocie do domu.  

Na miejscu z pozoru wszystko wydaje się wyglądać po staremu. Pomijając nowe, toporne, sowieckie budynki, wyjątkowa, lwowska architektura pozostaje nienaruszona. Nienaruszone w pamięci Janickiego są również nazwy ulic i miejsc. Hotel George, a nie Inturist, Gródecka, a nie 1 Maja, a także patron głównej ulicy - Leon Sapieha, nie Józef Stalin. Problem z tym nazewnictwem mają jedynie wożący go taksówkarze.

Jak przystało na dumnego mieszkańca Łyczakowa Janicki natychmiast udaje się pod swój rodzinny dom. To, co tam jednak zastaje nijak nie przypomina radosnych wspomnień przechowywanych w pamięci. 

Nie widzi swoich sąsiadów, ani dozorcy Szymona Wojciechowskiego. Sklepik Pani Pawłowskiej nie istnieje. Nie ma też fryzjera, Pana Sommera, ani żadnego ze znajomych. A przede wszystkim nie ma tam jego rodziny... 

Ze zdumieniem zauważa także, że w drzwiach mieszkania wciąż znajduje się ten sam zamek bębenkowy. Bardziej znany pod nazwą „Yale” i sławny dzięki renomie jedynego zamka, którego nie można otworzyć bez klucza, ani też kluczem, który nie pasuje do przypisanego modelu. Nie byłoby to warte odnotowania, gdyby nie fakt, że posiadaczem obu pasujących kluczy był wpierw dziadek, a później sam Janicki. Pytanie, jak nie posiadając odpowiednich kluczy aktualni mieszkańcy otwierali drzwi wciąż pozostaje bez odpowiedzi…

Podobnie jak to, kto trzyma na parapecie w pokoju słoje kiszonych ogórków. 

 

Radio

Gdy młody Jerzy Janicki w każdą niedzielę słucha Lwowskiej Wesołej Fali i wyczekuje pod siedzibą Polskiego Radia Lwów przy ulicy Batorego po autografy swoich idoli Szczepka i Tońka, nie spodziewa się, że sam zostanie radiową legenda. 

 

Przedwojenna siedziba Polskiego Radia Lwów

 

Pracuje dla Polskiego Radia wiele lat będąc autorem niezliczonej ilości genialnie skonstruowanych reportaży. Zainspirowany audycjami BBC staje się pomysłodawcą powieści radiowej „Rodzina Matysiaków”. Jest to ewenement na skale europejską, ponieważ cykl zapoczątkowany w 1956 emitowany jest w Polskim Radiu do dziś!

Żaden pisany reportaż, żeby nie wiem z jak piękną polszczyzną, składnią, nie zastąpi prawdy, która wypowiadana jest przez żywego człowieka. Dlatego zakochałem się w radiu – wspominał Janicki w wywiadzie dla Radiowej Jedynki.


Polskie Drogi

W jesienny wieczór 16 października 1977r. widzowie TVP zasiadają przed ekranami czekając na pierwszy odcinek nowego serialu zatytułowanego Polskie Drogi. Rozpoczyna go niezapomniana do dziś melodia, której autorem jest Andrzej Kurylewicz. Lwowianin ma się rozumieć.

 

Odcinek „Misja Specjalna” rozpoczyna 11 odcinkową opowieść przedstawiającą panoramę społeczeństwa polskiego w latach okupacji niemieckiej. Autorem scenariusza do serialu jest Janicki (z wyjątkiem pierwszego odcinka, który współtworzy na podstawie noweli Bohdana Czeszki).  Reżyserowany przez Janusza Morgensterna serial szybko staje się wielkim hitem, a perypetiami Władysława Niwińskiego (Karol Strasburger) oraz Leona Kurasia (Kazimierz Kaczor), pasjonują się miliony polskich telewidzów.

Morgenstern i Janicki to byli znakomici fachowcy, można im było zawierzyć w ciemno. Rewelacyjny scenariusz sprawił, że należało dobrze nauczyć się tekstu i wypowiedzieć go przed kamerą. Powodzenie murowane – potwierdzał Kaczor 1

Z powodów politycznych i cenzuralnych, scenarzysta oraz reżyser nie mogą podejmować tematów związanych z agresją sowiecką. Serialowi zarzuca się więc ukazanie zbyt dużej roli komunistów w walce z niemieckim okupantem, pominięcie roli Armii Krajowej, jak i przedstawienie jej żołnierzy jako narwańców. Jest w tym dużo prawdy. Jednak taką opinię warto nakreślać przez pryzmat panującego systemu, który jasno określał kogo i co trzeba pokazywać w dobrym świetle

Kiedy razem z Ireną Dziedzic, która chodziła razem ze mną do szkoły, wspominaliśmy lata młodości zawsze mówiliśmy» o tym mieście «, albo» w naszym mieście «. Nie padało słowo "Lwów", bo jego - to nie do wiary - cenzura zabraniała – mówił Janicki w wywiadze dla Polskiego Radia.


Trzeba więc kombinować i w nieoczywisty sposób przemycać informacje o wydarzeniach we Lwowie podczas II Wojny Światowej. A tych scenarzysta ma całkiem sporo.

Uwaga będą spoilery!

Najbardziej osobistym wspomnieniem Janickiego jest motyw postaci granej przez Włodzimierza Boruńskiego. Stanowi on swoisty hołd wobec jego sąsiada z kamienicy, który wraz z rodziną ginie w getcie lwowskim.
W serialu Żyd Sommer wiedząc, że śmierć czeka tuż za rogiem, ucieka wraz z wnuczką z warszawskiego Getta i udaje się do kamienicy, której kiedyś był właścicielem. Szczęśliwie trafia na Kurasia, obrotnego przedsiębiorcę o gołębim sercu, który obiecuje zaopiekować się dziewczynką i dać jej swoje nazwisko. Wiedząc, że wnuczka jest w dobrych rękach Sommer udaje się do restauracji, gdzie zamawia kotleta i piwo, tak by po raz ostatni poczuć się wolnym człowiekiem. Na widok wchodzących gestapowców popełnia samobójstwo. 

Gdzie jeszcze możemy dostrzec lwowskie elementy? 

W scenie rozgrywającej się w Krakowie, głównego bohatera ostrzega się by nie wchodzić do budynku za pomocą… stojących na parapecie słoi kiszonych ogórków.  

W jednej z najbardziej emocjonujących scen Kuraś poszukuje swojej córki, która miała zostać wywieziona pociągiem towarowym do Niemiec. Nie znajduje jej tam. Tak samo zresztą jak stryjek Janickiego, który szuka swojej bratanicy i bratanka w podobnym transporcie do ZSRR. Zarówno Kuraś, jak i Stryj nie znajdują swoich bliskich w pociągu. Los serialowej Bożenki pozostaje nieznany, natomiast Jerzy jak i Jadwiga cudem unikają wywózki, co opisałem wcześniej. 

Główni bohaterowie serialu w jednym z odcinków zostają złapani przez niemiecki patrol. Chcąc uniknąć aresztowania, twierdzą, że przewożą w aucie osobę zmarłą na tyfus plamisty. Jest to subtelne nawiązanie do Rudolfa Weigla oraz prac instytutu jego imienia nad chorobą, która siała panikę zarówno w szeregach Niemców jak i Rosjan. 

Głównym reprezentantem miasta jest postać Adaśka, który swoim poczuciem humoru i bałakiem pomaga bohaterom przetrwać najtrudniejsze chwile okupacji. W jego rolę wciela się nikt inny, jak lwowianin z krwi i kości – Jerzy Michotek.   

Każdy kto oglądał serial zna atmosferę strachu. O siebie i o bliskich, przed nieustającymi łapankami, i o bohaterów, którzy giną z okropną regularnością. Wszystko to sprawia, że w Polskich Drogach nie stykamy się z romantyczną wizją wojny, wszechobecną w dzisiejszych serialach. Jest to prawdziwa do bólu, dramatyczna opowieść o straszliwych czasach, w których naszym przodkom przyszło żyć. 
Sam Janicki nie ukrywał swojej szczególnej wrażliwości na tematy wojenne.


Tak, moją obsesją jest wojna. Nie muszę się chyba specjalnie rozwodzić, dlaczego. Po prostu, wojna rozpoczęła się dla mnie, gdy byłem młodym chłopcem. Straciłem dokładnie wszystko: rodzinę, dom, miasto. Są to rzeczy, które tak głęboko siedzą i wnikają w pamięć, że nie sposób do dziś się z tym pogodzić.2

Bieszczady

Nie mogąc mieszkać we Lwowie, Janicki poszukuje lwowskiego luftu (powietrza) możliwie blisko. Tym miejscem stają się dla niego Bieszczady, a dokładniej miejscowość Chmiel. Tam właśnie pisze scenariusze do Domu i Polskich Dróg, tam znajduje natchnienia do pisania Matysiaków.

Pomnik Jerzego Janickiego w Lutowiskcach/ polskaniezwykla.com

Pokochuje Bieszczady, godzinami rozmawiając z mieszkańcami, co później opisuje w „Opowieściach Bieszczadzkich” czy „Wyroku śmierci na konia Faraona”. Typowo lwowskie poczucie humoru przenosi do Bieszczadzkich krajobrazów

- Czy to pan pełni rolę kierownika placówki gastronomicznej "Pod Basiorem"?
- No, nie tylko. Pełnię także rolę nadleśniczego okręgu Horbaty Wierch.
- Otóż drogi panie, zmuszona jestem poczynić panu gorzkie wyrzuty. Placówka gastronomiczna nie przestrzega przepisów.
- Nie przestrzegamy najmarniej ze dwudziestu, ale jak tu inaczej prowadzić usługę.
- Osobom nietrzeźwym alkoholu podawać nie wolno.
- Ależ w stanie trzeźwym nikt tu w ogóle nie przychodzi!


Serial Dom – mówi Wam to coś?

9 listopada 1980 po raz pierwszy widzowie dowiedzieli się, że Jacuś wyrósł.

 

Życiowe dzieło Jerzego Janickiego, który wspólnie z Andrzejem Mularczykiem, scenarzystą znanym z Samych Swoich, tworzy uniwersalną opowieść o powojennych losach polskiego społeczeństwa przedstawionego z perspektywy sąsiadów i mieszkańców. Janickiemu nigdy nie udaje się ponownie zamieszkać w kamienicy na Łyczakowskiej. Dlatego właśnie szansę na wspólne radości, smutki i wzruszenia stwarza swoim fikcyjnym bohaterom, zamieszkującym kamienicę przy ulicy Złotej 25 w Warszawie.

Serial dom to plejada genialnych aktorów na czele z Wacławem Kowalskim, Janem Englertem, Tomaszem Borkowym, Wirgiliuszem Gryniem, Bożeną Dykiel czy Tadeuszem Łomnickim i jego niezapomnianą przemową sądową. Powojenne losy rodziny Talarów, Pana Popiołka czy Henia Lermaszewskiego oraz ich niejednoznaczne postawy do dziś stanowią przedmiot dyskusji kolejnych pokoleń widzów. 

Jak mówił Janusz Gazda, kierownik produkcji w serialu.


Dzięki zdolnościom scenarzystów do "gimnastyki" serial ten - zamiast stać się katalogiem sukcesów PRL-u - właściwie stał się kalendarzem kryzysu 3

A Lwów? Oczywiście jest! I znowu dzięki Jerzemu Michotkowi! 
 


Serial z przerwami kręcony był aż do 2000 roku, zdobył mnóstwo nagród i jest nieustannie powtarzany w wielu programach telewizyjnych. 

Ocalić od zapomnienia

Wydarzenia po roku 1989 przynoszą ogromne zmiany geopolityczne. Po upadku ZSRR powstaje nowe państwo - Ukraina. Od tej pory o Lwowie można otwarcie mówić, pisać i tworzyć filmy. A autostrada lwowskiej pamięci staje się przejezdna. 

Książki „Czkawka”, „Kluczyk Yale” „Towarzystwo Weteranów” czy ‘Alfabet Lwowski” przybliżają tysiącom czytelników miasto Lwów i przywracają o nim pamięć. Filmy dokumentalne o Stefanie Banachu, Lwowskich Orlętach, przedwojennych włodarzach miasta, bohaterach Bitwy o Zadwórz, Szczepku i Tońku, lwowskich piosenkarzach, aktorach, czy naukowcach – to wszystko także dzieła Janickiego.

W ramach programu „Salon kresowy” odbywa rozmowy ze Stanisławem Lemem, Wojciechem Kilarem, Witoldem Pyrkoszem, Władą Majewską, Januszem Majewskim, Krystyną Feldman, czy Stanisławem Nicieją.


Kiedy nie wolno było pisać o Lwowie wprost, stosowałem kamuflaż i utykałem postaci lwowiaków, gdzie tylko mogłem. Zrobiłem tak w "Akcji V", w "Polskich drogach", no i w "Domu" - Niestety, nie czuję się na siłach, by napisać scenariusz serialu o Lwowie. To jest mój wielki wyrzut sumienia - mówił w wywiadzie dla Rzeczpospolitej 

Sam wielokrotnie wraca do Lwowa, by kręcić nowe filmy, spotykać się z polską społecznością zamieszkującą miasto czy po prostu by pospacerować po Stryjskim Parku.

Zawsze podkreśla polski wkład w historię i kulturę miasta. Tak samo jak i siłę wielonarodowości, wkład Ormian (których krew płynie i w jego żyłach), Żydów i Ukraińców. Nigdy nie godzi się z utratą miasta, jednak nigdy też nie podnosi rewizjonistycznych haseł. Szanuje swych ukraińskich przyjaciół, nie godzi się jednak na zakłamywanie historii i stawianie na piedestał osób, które w jego opinii po prostu na to nie zasługują.

Mimo obiekcji zawsze zachęca do odwiedzania miasta, czym na pewno przyczynia się do licznych  wycieczek do Lwowa.

Profesor Lwowa

W 2006 Uniwersytet Opolski nadaje Janickiemu tytuł Honoris Causa. 

Wydaje się, że cała twórczość Janickiego zmierza do zaludniania naszej historii postaciami barwnymi, pięknymi, ważnymi, niezbędnymi i potrzebnymi. Za tę twórczość, jej wielki ładunek emocjonalny i moralny, za emanujący z niej wielki humanizm i patriotyzm jesteśmy Jerzemu Janickiemu jako społeczność uniwersytecka wdzięczni, darując najwyższe uniwersyteckie wyróżnienie - doktorat honoris causa" - mówił w laudacji rektor UO prof. Stanisław Nicieja.

Podczas przemowy Janicki krytykuje stan wiedzy o Lwowie i Kresach, z których wygoniono Polaków zaledwie 62 lata wcześniej.

W zeszłym roku, kiedy pozwolono wreszcie otworzyć cmentarz Orląt Lwowskich, zadzwoniono do mnie z pewnej stacji telewizyjnej, której nazwy przez litość nie wspomnę, z pytaniem czy można przysłać reportera na rozmowę.
Zgodziłem się, dziennikarz przyjechał, włączył kamerę i pyta:
- Kiedy pan się wyprowadził ze Lwowa?
Zdziwiłem się: - Pan to przeprowadzką nazywa?
Dziennikarz poprawił się: - No, kiedy podjął pan decyzję o wyjeździe ze Lwowa?
- Ja nie podejmowałem decyzji - odparłem.
- Rozumiem, pan młody był wtedy.
Ja mu na to: - Panie, tę decyzję za mnie podjęło trzech sukinsynów w mieście Jałta!

Całkowity brak wiedzy! Panowie profesorowie, korzystam z okazji, że tu jestem - zróbcie coś z tym! Nie wolno nie wiedzieć, co to był Lwów! 


Po tych słowach na Sali rozlegają się ogromne brawa.

Semper Fidelis

Umiera 15 kwietnia 2007 roku w Warszawie. Msza święta odbywa się w Kościele Św. Jacka w Warszawie, w tym samym w którym znajduje się obraz Matki Boskiej Czortkowskiej, który został przywieziony z klasztoru ojców dominikanów z Czortkowa, kiedy uciekali stamtąd podczas II Wojny Światowej. W ostatniej drodze żegna go  Lwowska Kapela Podwórkowa Ta- Joj im. Kazimierza "Kija" Galikowskiego z Przemyśla. Grają i śpiewają „Wierne Madonny” i „Śpij miglanc śpij cichutku”

Na nagrobku Jerzego Janickiego na Warszawskich Powązkach dumnie widnieje łacińska dewiza Semper Fidelis (Zawsze wierny). Taką samą dewizę ma wyrytą na tarczy lew strzegący wejścia do Cmentarza Obrońców Lwowa.

Jeszcze razem się przejdziemy Łyczakowską

W 2013 roku raper Kękę nagrywa utwór "Jeden Kraj", w którym zachęca do odwiedzania dawnych polskich miast, czytania o ich historii i do przejścia się ukochaną ulicą Jerzego Janickiego. Miliony ludzi oglądają teledysk, więc pozostaje mieć nadzieję, że Pan Jerzy gdzieś z góry to widzi i z dumą się uśmiecha. 

 

 

Chcesz się przejść  Łyczakowską i odwiedzić we Lwowie miejsca związane z Jerzym Janickim?

Napisz do Baciara i wspólnie zaplanujmy idealny wyjazd!

O mnie

Kontakt

Polub Baciara na Facebooku

Polub Baciara na Instagramie

 

 

Zdjecie nagłówkowe:  Mirosław Stankiewicz/ Archiwum Polskiego Radia

Przy tworzeniu tekstu korzystałem z książek Jerzego Janickiego "Czkawka", "Kluczyk Yale" , audycji  Haliny Szopskiej z cyklu "W pracowni pisarza" oraz źródeł internetowych: 

 

https://swiatseriali.interia.pl/newsy/seriale/kultowe-seriale-667/news-polskie-drogi-marzyl-nam-sie-dobry-serial,nId,1094834

https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/906870,Jerzy-Janicki-jak-malo-kto-zasluguje-na-miano-czlowieka-radia

https://film.wp.pl/dom-kulisy-powstawania-jednego-z-najbardziej-lubianych-polskich-seriali-wszech-czasow-6054958045754497g/3