IMG_20200801_105407.jpg

Znani ludzie ze Lwowa i ich domy. Część pierwsza

Znamy ich z telewizji, radia, teatru, sceny politycznej, uniwersytetów, a często nie wiemy skąd pochodzili i gdzie mieszkali. Zapraszam więc na wędrówkę po Lwowie śladami znanych ludzi, którzy na różnych etapach swojego życia związani byli z miastem. Myślę, że wiele nazwisk Was zaskoczy! 

Aleje, uliczki, zakamarki, kamienice, domy - po latach zwiedzania wiem, że to właśnie w nich kryje się prawdziwa dusza Lwowa. Często przechadzam się po mieście tylko po to by popatrzeć na nieskrępowaną zwykłość dnia : chłonąc odgłosy krzątaniny za progiem, mijając pranie suszące się w gwarze ulic, czytając nazwiska zapisane przy domofonach. Zawsze szukam w tym wszystkim śladów przeszłości, historii zwykłych ludzi, oznak czasu, który przeminął. I nieustannie snuję domysły „co by było gdyby” - gdyby Lwów mówił innym językiem, gdyby historia była łaskawsza, gdyby, gdyby, gdyby….

W końcu, te niepotrzebne, przepełnione poczuciem straty rozważania postanowiłem przekuć w coś dobrego. Tak właśnie powstał tekst o lwowskich domach i ich mieszkańcach - nadający sens moim wędrówkom, a dedykowany wszystkim tym, których przekroczyła granica. Pojawią się tutaj osoby bardziej lub mniej znane - od telewizyjnych celebrytów, przez ludzi ze świata sztuki i polityki aż po kręgi akademickie. Choć na pozór nie łączy ich wiele, wspólnym mianownikiem ich życia jest właśnie Lwów. Zapraszam na wędrówkę śladami tych, którzy to piękne miasto mają wpisane w życiorys i którzy mieli szczęście choć przez chwilę nazywać je domem.
 

Mieczysław Gębarowicz

Uczony, profesor historii sztuki, humanista, wielki patriota. Mieszkiwał w kamienicy przy ówczesnej ulicy Senatorskiej, nieopodal placu Akademickiego i kultowej Kawiarni Szkockiej. To właśnie z rodzinnego domu wyniósł wartości definiujące jego późniejsze wybory - rzetelną pracę, poczucie misji i sumienność obowiązku. Jego zasługi dla polskiej kultury, literatury, historii i sztuki są równie wielkie i chlubne, co bywalców Szkockiej dla świata matematyki powszechnej. Gębarowicz wpisał się na karty historii jako ostatni, polski Dyrektor Ossolineum we Lwowie. W trakcie oraz po II Wojnie Światowej pomagał wywieźć najpierw do Krakowa, a następnie do Wrocławia bezcenne dzieła instytutu. Wielki strażnik kultury, niezłomny w swej polskości stał się naczelnym wrogiem ówczesnych władz. Pozbawili go tytułów, jakichkolwiek szas na dalszą karierę, zdegradowali i oferowali upokarzające jak na profesora posady - a on i tak nie opuścił Lwowa. Pozostał nawet wtedy gdy zaoferowano mu objęcie stanowiska Dyrektora Ossolineum we Wrocławiu. Gębarowicz, do końca swych dni, rezygnując z własnych ambicji i kariery, strzegł tego, co pozostało po polskiej kulturze, we Lwowie. A we Lwowie, po nim pozostało teraz ledwie wspomnienie i pamiątkowa tabliczka przybita do fasady kamienicy, w której mieszkał przez ponad pół wieku, aż do śmierci. Semper Fidelis. 

 

Zasmuciła mnie wiadomość, że tegoroczny przyjazd Pana do Lwowa nie dochodzi do skutku, cieszyłem się bowiem, że będę się jeszcze mógł zobaczyć z Panem. Szczególnie przykro mi, że muszę poprzestać tylko na słowach i nie mogę
pomóc przez wysłanie zaproszenia; ale na tym odcinku wydano, a właściwie wprowadzono, w tym roku ograniczenia, które dopuszczają zaproszenie dalszej rodziny raz na trzy lata, a znajomych – raz na pięć. A ponieważ ja przed wydaniem tych zarządzeń zaprosiłem swych kuzynów, moja pula wyczerpana. Czy na długo, nie wiem, ale tak przedstawiają się te sprawy w chwili obecnej. Z tych samych względów i ja sam nie mogę, co najmniej w tym roku, ruszyć się z miejsca

Teraz dla odmiany ktoś, kogo znają niemal wszyscy. Jednak niewielu wie, że był on lwowianinem.

Witold Pyrkosz

Pyzdra z Janosika, Balcerek z Alternatywy 4, Duńczyk z Vabank-u i Lucjan Mostowiak z M jak Miłość. Aktor wszechstronny i utalentowany, któremu udało się zachwycić swymi kreacjami trzy pokolenia widzów. We Lwowie, przez dłuższy czas mieszkał na Wuleckiej, w bloku będącym jednym z lepszych przykładów lwowskiego modernizmu. Lata jego dzieciństwa, gwałtownie przerwał wybuch II wojny światowej. Wtedy to musiał uciekać, zostawiając za sobą zarówno dziecięcą beztroskę jak i miasto. Jednak Lwów wspominał przez całe swe życie, nie tylko dlatego, że nieźle namieszał mu w papierach, lecz poniekąd sprawił, że urodził się on na nowo :

Urodziłem się 24 grudnia 1926 roku w Krasnymstawie, tutaj mieszkał i pracował mój ojciec. Gdy byłem jeszcze niemowlęciem, matka wyjechała ze mną do Lwowa, do swojej matki, czyli mojej babki Bronisławy Kałahurskiej, która spytała: „Gdzie się urodził mój wnuk?”. Mama odpowiedziała: „W Krasnymstawie”. „Co to za wieś?! Gdzie ta wieś?!” – krzyknęła babka i oznajmiła: „Wykluczone, mój wnuk nie mógł się urodzić w jakimś Krasnymstawie, on się musiał urodzić we Lwowie”. I tak zmieniono mi miejsce urodzenia. Ale została jeszcze ta niefortunna data. Babka stwierdziła: „Niedobrze, przez te kilka dni do wojska pójdzie wcześniej. Nie, lepiej, żeby urodził się we Lwowie 1 stycznia 1927 roku”. I tak mam zapisane w papierach.1

 

Po anegdotce z babcią Kałahurską w roli głównej czas na kolejną, pełną charakteru kobietę, w której żyłach płynęła prawdziwa, lwowska krew.

Krystyna Feldman

Wybitna aktorka, która niemal całe swe życie związała z teatrem. I ta, którą paradoksalnie, wszyscy kojarzą z rolą babki ze Świata według Kiepskich. Emitowany przez Polsat serial przyniósł tej lwowskiej aktorce ogromną popularność, zwłaszcza wśród młodszego pokolenia. I słusznie! Można mieć swoje zdanie na temat treści i wartości tego serialu, ale bez wątpienia Feldman zagrała tam fenomenalnie. O tym jak doskonała była w swym aktorskim fachu niech świadczy fakt, że z racji nietypowej fizjonomii często wcielała się w postaci męskie. Główna rola w filmie Krzysztofa Krauzego o łemkowskim malarzu Nikiforze Krynickim była nie tylko rolą i pointą jej aktorstwa, lecz jedną z lepszych kreacji w polskiej kinematografii XXI wieku. Swoją drogą jej życie prywatne samo zakrawało na niezły scenariusza filmowy. Drobna kobieta niepospolitej urody, dzielna łączniczka Armii Krajowej w czasie II Wojny Światowej, nie dająca się złamać SB obrończyni Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Lata powojenne spędziła w Krakowie, w dorosłym życiu szczerze pokochała Poznań lecz mimo to do końca swych dni powtarzała, że serce pozostawiła we Lwowie, w domu niedaleko Stryjskiego Parku..

We Lwowie wszystko było ciekawe. Historia, szalone przywiązanie do tradycji, mieszanina narodowościowa: Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Tatarzy. Wspaniała atmosfera lwowskiej codzienności: wesołość, otwartość, gościnność. Nie mówiąc o architekturze, która się zachowała. To miasto pulsowało. Nie wiem, jak żyje teraz. To tam, w Teatrze Miejskim, stawiałam swoje pierwsze kroki na scenie. Krótko to trwało, bo wkrótce wybuchła wojna, ale to była szkoła aktorska na całe życie.2


Do ludzi świata filmu jeszcze nie raz wrócimy, teraz pora na zainteresowanie osobą, którą zna każdy student prawa w Polsce.

Juliusz Makarewicz

Wybitny prawnik, Profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza, autor polskiego kodeksu karnego z 1932 roku, powszechnie znanego jako kodeks Makarewicza. W Polsce, przestał on obowiązywać dopiero w 1969 roku, gdy władza PRL postanowiła zastąpić go kodeksem Andrejewa. Do dziś dzieło Makarewicza jest uznawane za jedno z największych osiągnięć kodyfikacyjnych w historii światowego prawa. Sam Makarewicz niezłomnie stał na straży prawa, nawet wtedy gdy oznaczało to jego łamanie. 

Podczas II wojny światowej organizował dla swoich studentów tajne wykłady z prawa. Spotkania odbywały się w jego własnej willi, stąd często nazywany był panem z Mochnackego. Nawet po wojnie nie opuścił miasta, w ogrodzie zasadził drzewa dla przyszłych pokoleń, a zajęcia na Uniwersytecie (wtedy już) Iwana Franki prowadził do 1954 roku. Jak wspominała jego wnuczka:


Po wojnie [...] nie chciał się ze Lwowa repatriować. Napisał do matki: na trzęsawisku nie należy wykonywać ruchów. Kochał Lwów i swój dom i łudził się, że wszystko się zmieni, a on uratuje majątek dla dzieci.3

Jednak świat w który wierzył upadł, marzenia obróciły się w proch, zostały tylko drzewa otulające to, co pozostało z jego pięknej willi. 

 

Było prawo, to teraz pora na nauki ścisłe i wielkch mateamtyków.

Stefan Banach

Jedna z moich ulubionych lwowskich postaci, więc kto jeszcze nie zna ten trąba! Matematyczny geniusz, niezrównany birbant, wymarzony wykładowca dla studentów. Nie opuścił miasta, gdy oferowano mu miliony dolarów na amerykańskich uniwersytetach, a wracał do niego, gdy wszyscy w obawie przed wojną stamtąd uciekali. Postać zasługująca na najwyższe uznanie i upamięntnienie w każdym polskim mieście. Przedstawiam Wam jego dom, w którym żył przed II Wojną Światową, a jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej wspaniałej osobie to przeczytajcie mój tekst sprzed paru miesięcy

 

 

Hugo Steinhaus

Niezwykle wyrazista postać w świecie matematyki i języka polskiego. Odkrywca geniuszu Stefana Banacha, współzałożyciel księgi Szkockiej, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie oraz dziekan wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii Uniwersytetu Wrocławskiego. To właśnie Steinahus kontynował lwowskie tradycje we Wrocławiu i ocalił od zapomnienia wiele osób związanych z zawsze wiernym miastem. Purysta językowy, wyrzucający studentów z egzaminu, gdy przedstawiali się zaczynając od swojego nazwiska przed imieniem. Profesor Jan Miodek wspomina:


Przetrwał też w legendzie, przywoływany przeze mnie przy każdej nadarzającej się okazji, spór Steinhausa o sposób odmiany nazwiska Knaster. Sam zainteresowany - prof. Bronisław Knaster - opowiadał się za deklinowaniem Knastera - Knasterowi - Knasterem. Steinhaus, zwolennik odmiany Knastra - Knastrowi - Knastrem, rewanżował się swemu koledze i sąsiadowi złośliwością gramatyczną na grządce rosną astery profesora Knastera

W czasie wojny, wraz z żoną, ukrywał się w mieszkaniach swoich przyjaciół, którzy pomimo ogromnego strachu i grożących represji nigdy go nie wydali. Spójrzcie na zdjęcie kamienicy, w której mieszkał przed wojną, w pięknej okolicy i sąsiedztwie Parku Stryjskiego .

 

Rudolf Weigl

Austriak, który postanowił zostać Polakiem i swojej decyzji wiernie bronił nawet, gdy na drodze stawali Niemcy, Sowieci i ...Polacy. Pogromca tyfusu plamistego, który zbierał nieporównywalnie większe żniwa niż obecnie koronawirus. Weigl i jego Instytut ocalili, nie tylko chorych na tyfus, lecz również setki osób poszukujących schronienia przed Niemcami i Sowietami. Współcześnie, przydałby się w Polsce ktoś na miarę Profesora Weigla. Mam nadzieję, że zachęcę Was do przeczytania więcej na temat tej wybitnej postaci. 

 

Pora na piękno języka polskiego i jego przedstawicieli.

Jan Parandowski

Gdyby nie Jan Parandowski to o Mitologii greckiej wiedzielibyśmy znacznie mniej. Dzięki niemu dowiedzieliśmy się, że na początku był chaos, poznaliśmy Ikara i Dedala, Odyseusza czy Demeter i Persefonę. W 1918 roku napisał polityczną książka pt. "Bolszewizm i bolszewicy w Rosji”, która była jedną z pierwszych tak dogłębnych analiz czerwonej rewolucji i do jakich ludzkich nieszczęść może ona prowadzić. Niejako przewidział zatem los swojego miasta.Parandowski unieśmiertelnił Lwów sprzed I Wojny Światowej w na poły biograficznej książce „Niebo w Płomieniach” O ile jej dorastający bohater przeżywał kryzysy egzystencjonalne, to jednak jego miłość do rodzinnego miasta pozostawała całkowicie niezachwiana. 

Jest to miasto wielkiego umiaru, którego nie umiem sobie objaśnić.
Można w niem wyróżnić wszystkie cechy, pojawiające się zawsze w stopniu nieprzekraczającym pewnej granicy.
Jest więc i trochę lekkomyślne, i wesołe bez przesady, raczej wolne w swem tempie, poważne bez melancholji,
z odcieniem zadumy; nawet nuda, której żadne miasto nie potrafi zupełnie wytępić,
nigdy nie osacza Lwowa w tak twardy sposób,
jakby się można było tego spodziewać z jego ustronnego, ściszonego bytu.

 

Maria Konopnicka

Zmora gimnazjalistów, poetka czasu realizmu, twórczyni bajek dla dzieci (przyznaję – Sierotki Marysi nie przebrnąłem), no i patriotycznej „Roty”, która mało co, a nie została Hymnem Polski. Jej grób to da turystów obowiązkowy punkt na Cmentarzu Łyczakowskim. Za orszakiem pogrzebowym Konopnickiej w 1910 maszerowało 50 tysięcy osób tworząc wielką patriotyczną manifestację. Konopnicka prezentowała gorącą wiarę w odmianę losu Polaków i  w najtrudniejszych momentach dodawała swym literackim geniuszem i postawą otuchy, przez co dzisiaj uznawana jest za symbol polskości i patriotyzmu. Nie wszyscy jednak wiedzą, że w jej pogrzebie nie wzięli udział duchowni, którzy dostali zakaz  od arcybiskupa Bilczewskiego. Wierząca w Boga Konopnicka,  była jednocześnie wielkim krytykiem Kościoła Katolickiego i okazywanej na pokaz wiary. Wielu może też zaskoczyć bardzo dwuznaczna jak na owe czasy relacja Konopnickiej z Marią Dulębianką, kolejną zasłużoną dla Lwowa postacią. Jak zatem widać, nie bez powodu Konopnicka zamieszkała we Lwowie. Z miastem łączy ją nieoczywista i skomplikowana historia.

Prze­ciw na­dziei, co stoi na chmu­rze
Łez, pręd­kim wi­chrom rzu­ciw­szy ko­twi­cę,
I ob­ró­co­ny wzrok trzy­ma na bu­rze
I na­wał­ni­ce,
W nie­zga­słe gwiaz­dy ufam wśród za­wiei
Prze­ciw na­dziei.

 

A któż to leży na Łyczakowskim, obok Konopnickiej?

Władysław Bełza

Kojarzycie? Jeśli nie to zaraz się przekonacie, że znacie!  Encyklopedycznie - Bełza był polskim poetą neoromantyku, piszącym, polskie patriotyczne wiersze, dodające otuchy po nieudanym i tragicznym w konsekwencjach Powstaniu Styczniowym. Widząc utraconą wiarę w przyszłość Polski, zdecydował się wykorzystać swoje literackie zdolności i zachęcać młodsze pokolenie do przejęcia niepodległościowej inicjatywy. Wraz z Józefem Ignacym Kraszewskim współtworzył wydawnictwo Macierzy Polskiej, która w bardzo taniej cenie dostarczała arcydzieła literatury polskiej. Pracując w lwowskim Ossolineum wniósł nieoceniony wkład w rozwój polskiej młodzieży, a efektem tej pracy było napisanie przez Bełzę w 1900 roku Katechizmu Młodego Polaka, którego początek brzmi tak:

Kto ty jesteś –? Polak Mały
Jaki znak Twój? Orzeł Biały.

Mówiłem, że znacie!  Odwiedzajcie jego dom i przy okazji zakosztujcie gruzińskich specjałów w ulokowanej tam restauracji. 

 

Z kolejnym poetą będzie trochę łatwiej.

Zbigniew Herbert


Pan Cogito, prawie noblista, kawaler Orderu Orła Białego, łyczakowianin oraz karmiciel wszy w Instytucie Weigla. W 1944 roku, tuż przed ponownym wkroczeniem Sowietów, na zawsze opuszcza Lwów.

Ci, którzy przeżyli okupację sowiecką 1939-41 we Lwowie czy Wilnie, mieli po prostu pojęcie o systemie sowieckim... Tacy jak ja uważali, że rok 1945 to nie jest żadne wyzwolenie tylko po prostu najazd, dalsza, dłuższa, znacznie trudniejsza do przeżycia moralnego okupacja. Ja miałem doświadczenie lwowskie. Była to lekcja poglądowa, po której nie pozostały właściwie żadne wątpliwości co do zamiarów, koloru władzy i jej intencji... Ja jestem tym Polakiem prawobrzeżnym, wschodnim Polakiem, który właściwie wiedział o tym systemie wszystko w tydzień od wkroczenia armii-wyzwolicielki do Lwowa.4

Nie odnajdywał się w szarzyźnie powojennej Polski, ciągnęło go do krajów śródziemnomorskich, do słońca i z dala od socrealizmu. Pomimo niezwykle krytycznego stosunku i represji nigdy nie zdecydował się na stałe opuszczenie Polski.  W myślach i sercu nigdy nie opuścił również Lwowa i kamienicy przy Łyczakowskiej. Zawsze podkreślał, że siłą miasta była jego wielonarodowość, wspominał swoją przyjaźń z Żydami i Ukraińcami i beztroskie młodzieńcze lata. Wiedział jednak, że to wszystko bezpowrotnie minęło.

Gdybym tam wrócił
pewnie bym nie zastał
ani jednego cienia z domu mego
ani drzew dzieciństwa
ani krzyża z żelazną tabliczką
ławki, na której szeptałem zaklęcia
kasztany i krew
ani też żadnej rzeczy która nasza jest

Są tu fani fantastyki? Jeśli tak, to chyba nie muszę przedstawiać kolejnej postaci.

Stanisław Lem

Najpoczytniejszy polski autor na świecie, legenda science fiction i fantastyki. Swoją kamienicę i młodzieńcze lata przy ulicy Brajerowskiej uchwycił w autobiograficznej książce Wysoki Zamek. W lutym tego roku przeszedłem się ulubionymi uliczkami małego Stasia, zachęcam Was byście dołączyli!  A w międzyczasie czekamy na decyzję władz Lwowa, które wciąż nie wydały zgody na umieszczenie na froncie domu tabliczki z adnotacją o tym wybitnym pisarzu. 

A teraz historia, która powinna być w dziale science-fiction, a wydarzyła się (niestety) naprawdę. 

Jan Karski

Legendarny emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego który informował Winstona Churchilla i Prezydenta Roosevelta o niemieckich zbrodniach i holokauście. Jan Romuald Kozielewski, bo tak się naprawdę nazywał to postać, o której wciąż mówi się w naszym kraju zbyt mało. Student studiów prawniczych i dyplomatycznych Uniwersytetu Jana Kazimierza, na których po raz pierwszy spotkał się z wrogością wobec Żydów. Widok upokarzanych kolegów i brak odwagi, by na to zareagować na zawsze pozostały w pamięci Karskiego. Gdy jednak przyszło wstawić się za nimi w dużo bardziej tragicznych okolicznościach, Karski bohatersko stanął na wysokości zadania. Jego karierę w dyplomacji przerwał wybuch II Wojny Światowej. Swoją wiedzę musiał zatem wykorzystywać, nie na salonach, lecz na trasach przemytniczych. Jego pierwszą misja była - a jakże- wyprawa do Lwowa i raportowanie o ludności miasta pod okupacją sowiecką. 

Musi pan zapamiętać i powtórzyć w Warszawie, co następuje. My tu pracujemy w absolutnie odmiennych warunkach. Gestapo i GPU to są zupełnie różne organizacje. Bolszewicka tajna policja jest bardzo podstępna i lepiej wyszkolona niż niemiecka. Ich metody są przemyślane, latami wypróbowane, bardziej systematyczne i można powiedzieć…naukowe. To co wam się udaje w Warszawie, we Lwowie nie ma szans powodzenia. Często nawet nie możemy nawiązać kontaktów z naszymi komórkami, bo nie ma sposobu zmylenia czujności tajniaków sowieckich, nawet tych rozpoznanych przez nas. Inwigilacja jest powszechna, totalna. Donosicielstwo nagminne. – Nie miałem pojęcia, że są tu aż takie trudności. – Teraz pan wie. Lwów i Warszawa to dwa różne światy. Proszę, żeby pan to dokładnie powtórzył.5

W 2017 roku pojawiła się inicjatywa, by jedną z lwowskich ulic nazwać właśnie imieniem Karskiego, ale na moment pisania tego tekstu (sierpień 2020), takowa na mapie się nie pojawiła.

Wiem, że już jesteście zmęczeni długim spacerem, więc wstąpmy na sam koniec do kolejnej osoby ze świata filmu.

Wojciech Pszoniak

Moryc Welt z Ziemi Obiecanej, Maximilien de Robespierre z Dantona, Korczak z filmu Andrzeja Wajdy, oraz setki ról filmowych i teatralnych w dorobku tego wielkiego aktora pochodzącego ze Lwowa. Jego dziadek był chemikiem i dyrektorem w wytwórni wódek Baczewskiego, a ojciec państwowym urzędnikiem, którego życiowym marzeniem było rozpoczęcie budowy domu tuż obok Wysokiego Zamku. Marzenie konsekwentnie realizował, aż do momentu, gdy na plac budowy mieli przyjść robotnicy i rozpocząć pracę. Była to data 1 września 1939 roku - dzień, w którym nic już nie dało się rozpocząć, a wszystko się kończyło. 
Po wojnie Pszoniak z całą rodziną został wywieziony do Gliwic, gdzie jego mama próbował ułożyć życie na nowo, podczas gdy ojciec umierał z tęsknoty za swoim miastem. Pomimo publicznych zapowiedzi, że nigdy do Lwowa nie powróci, to jednak za namową Janusza Majewskiego, postanowił w 2015 roku skonfrontować swoje dziecięce wspomnienia ze współczesnym obrazem miasta. Nie zapomniał również, by odwiedzić swój piękny, utracony dom. Ciekawe czy wie, że w jego sąsiadem w czasach wojennych był Stefan Banach?

Ojciec zostawił mi swój smutek, a matka - miłość do teatru. Jako dziewczynka jeździła do Opery Lwowskiej powozem z dziadkiem, mającym tam stałe miejsce. Zbierała libretta i programy, mam w Warszawie jej kolekcję. Uratowały się skrzypce dziadka, na których uczyłem się grać. Na tych pamiątkach zbudowana jest moja lwowskość. Na pamiątkach i na stosunku rodziców do tych pamiątek. Na ich miłości do tego miasta.6

Na teraz wystarczy, zapraszam już niedługo na drugą część opowieści o znanych ludziach i ich lwowskich domach. Kto w niej będzie? Legendarny dziennikarz radiowej Trójki, twórca największej stacji telewizyjnej, genialny kompozytor muzyki filmowej, ostatni polski prezydent Lwowa oraz wielu wielu innych.

Chcesz zobaczyć miejsca związane ze znanymi ludźmi pochodzącymi ze Lwowa i zobaczyć ich domy?

Napisz do Baciara i wspólnie zaplanujmy idealny wyjazd!

Kontakt

Polub Baciara na Facebooku

Polub Baciara na Instagramie

 

 

1https://kuriergalicyjski.com/actualnosci/5914-witold-pyrkosz-nie-zyje

2https://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,3281365,krystyna-feldman-aktorka.html

3http://www.lwow.com.pl/cracovia/makarewicz.html

4http://www.lwow.com.pl/semper/herbert.html  

5https://www.senat.gov.pl/gfx/senat/pl/senatopracowania/157/plik/ot-659_.pdf

6https://www.tygodnikpowszechny.pl/cebulaki-mojej-matki-139607