72708ac95d39057bd1d27f056d5ee3b1.jpg

Co nas czeka we Lwowie po koronie?

Cholerny koronawirus. Pozbawił nas wielu planów, marzeń i wspaniałych chwil we Lwowie. Maj przyniósł nam jednak chwilę oddechu i wraz z pachnącym bzem poczuliśmy zapach nadziei. Jakie są szanse na wdychanie lwowskiego powietrza i czy możliwe jest wypicie zimnego piwa na lwowskim rynku jeszcze w tym roku? 

 

Koronawirus na Ukrainie i we Lwowie


Gdy piszę ten artykuł wciąż nie wiem kiedy dokładnie będziemy mogli swobodnie pojechać do Lwowa. Bez obostrzeń będzie to zapewne lato przyszłego roku, ale obserwując sytuację w Europie da się odczuć pewne odprężenie w rygorze sanitarnym, a coraz więcej źródeł informuje o otwarciu granic europejskich i rozpoczęciu kontrolowanego ruchu turystycznego. Do dnia 13 maja na Ukrainie stwierdzono łącznie 16 245 zakażeń, z czego największe epicentrum choroby jest w obwodzie kijowskim, czerniowieckim i iwano-frankowskim. Władze Ukrainy wprowadziły niemal identyczny model obostrzeń co polski rząd, a główny lekarz sanitarny Ukrainy Wiktor Laszko stwierdził wprost:

Jako punkt odniesienia obieramy Polskę i podążamy według podobnego scenariusza. Nasi sąsiedzi są jednak dwa tygodnie do przodu pod względem sytuacji epidemicznej i zobaczymy, jakie będą ich plany dotyczące otwarcia granic.

Komisja Europejska zarekomendowała krajom członkowskim UE zamknięcie granic do 15 czerwca. Czy możliwe jest więc, że granica polsko – ukraińska zostanie otwarta początkiem lipca? O tym możemy teraz gdybać i zastanawiać się czy wjeżdżając na przejście nie będziemy musieli pokazywać na smartfonowej aplikacji potwierdzenia bycia zdrowym. Brzmi dziwnie, ale jest to możliwe. Zanim jednak ktokolwiek pomyśli otwieraniu granic, zobaczmy, jak Lwów radzi sobie z koronawirusem.

Lwów zaczyna oddychać

Od marca wszystkie zdjęcia Lwowa przypominały bardziej plan filmowy serialu Czarnobyl. Opustoszałe ulice, policyjny wóz nadający z megafonu komunikaty o pozostawaniu w domu i niezwykle smutny rynek. Widoki podobne jak w Polsce, ale dla wszystkich tych którzy choć raz odwiedzili Lwów mimo wszystko był to widok druzgocący. Oczywiście, jak to na Ukrainie bywa, nie wszyscy trzymali się zasad i nie zawsze kwarantanna wyglądała jak w oficjalnych przekazach, jednak koniec końców Lwów jako miasto turystyczne bardzo ucierpiał. Ciepły marzec, kwiecień, niezwykle gwarna i tłoczna majówka. Wszystko to spisane zostało na straty. 

Od paru dni Lwów  zaczyna jednak odżywać. Już teraz w ogródkowych stolikach może siedzieć do 4 osób z czego skrzętnie w majowym słońcu skorzystali co bardziej towarzyscy lwowianie, między innymi w kultowym Atlasie czy Centaurze. Pojawiły się grupy spacerowiczów i rodziny w parkach i uliczkach. Zdecydowana większość chodzi w maskach, oporni muszą liczyć się z reprymendami od (głownie starszych) mieszkańców i oczywiście policją. Jak więc widać, sytuacja jest bardzo podobna do tej w  Polsce. Czy jest więc szansa na wyjazd do Lwowa np. w sierpniu? Osobiście uważam, że tak. 


Jeśli będziemy zachowywać się odpowiedzialnie, trzymać się wytycznych i nie udawać, że koronawirusa już nie ma, to rządy chcące przywrócić gospodarkę na odpowiednie tory mogą zdecydować się na poluzowanie granic. Oczywiście wciąż nie będzie to wyglądać jak jeszcze niedawno i trudno wyobrazić sobie 40 osobową grupę na Cmentarzu Łyczakowskim. Wyobrażam sobie jednak Ciebie drogi czytelniku jak spacerujesz sobie po Łyczakowie, Stryjskim Parku i wraz ze swoją partnerką/partnerem przysiadacie się w ogródku na zimne piwo czy lwowską kawę. W całym tym nieszczęściu, może jest szansa na zwiedzenie Lwowa na spokojnie, bez dzikich tłumów ludzi podążających za najbardziej komercyjnymi (niekoniecznie najlepszymi) miejscówkami. Może tęskniąc za Lwowem podczas kwarantanny bardziej docenimy tych, którzy musieli za nim tęsknić za nim całe życie? 

Byłoby pięknie, trzymajmy kciuki!